Moja przygoda z ekspozycją na zimno rozpoczęła się niespełna 3 lata temu. W tedy pierwszy raz zimą zdecydowałem, że wejdę do mroźnego Bałtyku w samych kąpielówkach. Do tej aktywności namówiła mnie moja dziewczyna Paulina, która cyklicznie w sezonie w każdą sobotę spotyka się ze swoją grupą na wspólną kąpiel.
Nie wspominam tego doświadczenia zbyt dobrze. Zimno, dreszcze, brak czucia w stopach i kłucie całego ciała. Te symptomy towarzyszyły mi w całym procesie pierwszego morsowania. Dziwiłem się tym wszystkim uśmiechniętym ludziom, którzy ledwo nakładali na siebie ubrania podśpiewując swoje ulubione utwory i mówiąc „ale było fajnie…”. Gdy wsiedliśmy do aut w celu powrotu do domu, ledwo mogłem utrzymać kierownicę. Marzyłem o gorącej saunie, herbacie i jak najszybszym ogrzaniu swojego ciała. Jak się później okazało moje ciało zaczęło stopniowo rozgrzewać mnie od środka, a samo to uczucie było przyjemne i relaksujące. Po kilkunastu, może kilkudziesięciu minutach doznałem błogiego stanu, który bym porównał do zrzucenie z siebie części ciała, które było zanurzone w trakcie zimnej kąpieli. Lekkość, świeżość i wyrzut endorfin sprawił, że dałem szanse kolejnym razom. Tak właśnie zaczęła się droga, która trwa po dziś dzień.
Pierwszy mój sezon nie zaliczyłbym do jakiś spektakularnych, morsowałem w kratkę. Często spoglądając na pogodę i analizując czy dzisiaj są sprzyjające warunki, żeby popływać w morzu 🙂 pomimo pozytywnych odczuć jakie doznawałem po zaliczeniu kolejnej kąpieli nadal nienawidziłem samego procesu puszczając wiązankę przekleństw w sobie gdy spoglądałem na wolno upływające sekundy. Szczególnie podczas drugiego wejścia. Z moich obserwacji wynika, że jest 95% osób, które uznaję drugi raz za przyjemniejszy. Niestety ja się zaliczam do tych 5% 🙂 z czasem się do tego przyzwyczaiłem i wymyśliłem parę patentów, które mi pomagają. Jeżeli masz podobnie i chcesz je poznać napisz do mnie prywatną wiadomość chętnie się nimi z Tobą podzielę.
W moich poczynaniach i doświadczeniach z zimnem dopiero w drugim sezonie uzyskałem porządną rutynę, która towarzyszy mi do dzisiaj. Cotygodniowe spotkania z grupą znajomych powoli przekształca się w nieodłączny punkt do zrealizowania w soboty, a same kolejne wejścia, są dla mnie przyjemniejsze.
30 dni temu postanowiłem pójść o krok dalej po przeczytaniu genialnej książki Scott’a Carney’a „Co nas nie zabije” i rekomendacji tam zawartych wszedłem pierwszy raz pod prysznic odkręcając kurek maksymalnie w prawo. Zimna woda oblała moje całe ciało, a ja wykrzykując i dysząc w niebiosy zaliczyłem swoją pierwszą 30’’ lodowatą kąpiel w domowym zaciszu. Była 5:30, czyli czas gdy przeważnie otwieram oczy, a mój mózg nie zdąży jeszcze wymyślić mnóstwa pretekstów, dlaczego miałbym tego NIE zrobić. Poczułem wyrzut energii, moje ciało było napięte, a włosy stanęły dęba. Poranna kawa w tym wypadku była zbędna, a sam przystąpiłem do wykonywania moich porannych czynności.
Zadziwiło mnie jak w jednej chwili poczułem przypływ energii, moje ciało było lekkie, rześkie i świeże, a sam byłem dumny z faktu, że zaliczyłem dzień od aktywności, która poprawia moje zdrowie.
Dzień pod dniu wydłużałem czas spędzany pod prysznicem. Dziś mija miesiąc od podjęcia decyzji wzięcia pierwszej zimnej kąpieli. Wytrzymałem 180 sekund czyli 3 okrągłe minuty. Dużo, mało? Nie mnie to oceniać, spróbujcie zrobić to sami 🙂
Chciałbym jeszcze zaznaczyć, że lodowata kąpiel pod prysznicem według mnie jest trudniejszą formą ekspozycji na zimno niż morsowanie. Podczas gdy siedzisz w zimnej wodzie przykładowo we wspomnianym wcześniej Bałtyku z reguły się nie ruszasz, a ciało wytwarza ciepło, które na zewnątrz tworzy taką niewidzialną osłonę, która z czasem nie daje takich odczuć zimna jak na samym początku. Przyzwyczajasz się. Inna sytuacja występuję podczas morsowania w strumieniu, czy pod prysznicem gdzie zimna woda płynie lub cyklicznie spływa po Twoim ciele i nie ma czasu na ogrzanie jej. Twoje odczucia są zecydowanie głębsze.
Wiem, że wiele osób zanim zdecyduję się na swoje pierwsze wejście do jeziora/morza zimą w w domu zalicza kilka zimnych pryszniców. Prawidłowo! Zdecydowanie korzystnie wpłynie to na odczucia doznane podczas pamiętnego pierwszego razu. Jednak chce, żebyście wiedzieli, że zimny prysznic szczególnie ten z maksymalnie odkręconym kurkiem w prawo jest bardziej hardcorowy niż wejście do lodowatej stojącej wody.
Zastanawiacie się pewnie jakie korzyści zyskałem dzięki temu eksperymentowi? czy nadal będę to robił ? I komu polecam tego typu aktywność?
- Przede wszystkim dla mnie osoby, która wstaje każdego dnia ultra wcześnie rano 5-6 było ciężko postawić się na nogi poranną kawą. Wspomniany wcześniej prysznic daje mi niesamowitego kopa na START, który utrzymuje mnie w pełnej gotowości od pierwszego postawionego kroku, gdy opuszczę kabinę swojego prysznica, aż po późne popołudnie.
- Odkąd zacząłem morsować NIE byłem chory. 3 LATA, tak to jest jakiś kosmos! Dopiero sobie to uświadomiłem podczas rutynowych badaniach gdzie pani z recepcji zapytała mnie o ostatnie przebyte choroby. Musiałem sięgnąć głęboko pamięcią zanim coś znalazłem.
- Moje ciało regeneruje się szybciej i jest bardziej sprężyste. Bardzo możliwe, że jest to spowodowanie obniżeniem poziomu mojej tkanki tłuszczowej przez regularne ekspozycje na zimno. Wiele kobiet dzięki temu zredukowała poziom występującego u nich celulitu. Ja go nie posiadam, ale szukałem informacji na ten temat i znalazłem kilka ciekawych badan potwierdzających tą zależność.
- Kolejną rzeczą przemawiająca za tym, żebym nie rezygnował z mojej codziennie rutyny jest fakt, że jestem bardziej odporny na zimno. Kto mnie choć trochę zna, wie że należy zdecydowanie do tych ciepłolubnych. Teraz nie straszny mi przymrozek, czy rozwieszanie w samych majtkach na balkonie spoconych ubrań po porannym bieganiu.
- Ostatnią dla mnie bardzo istotną kwestią jest poprawienie samopoczucia oraz zdecydowany wzrost produktywności szczególnie o poranku. Uśmiecham się częściej i mogę znacznie więcej 🙂 Moim celem oczywiście nie jest przekonanie Cię do stosowania tego typu aktywności, ale z własnego doświadczenia wiem, że było WARTO! Zdaję sobie sprawę jak ciężko jest wyobrazić się zanurzonego w lodowatej wodzie po samą głowę. Jest to swoisty proces, który może zdecydujesz się kiedyś zapoczątkować. Zanim jednak zaczniesz to robić koniecznie skonsultuj się z lekarzem i przeczytaj w internecie przeciwskazania do morsowania. Pamiętaj to nie jest aktywność dla każdego.
Uczucie zimna towarzyszy mi blisko 3 lata. Znając mnie, będę to robił tak długo, aż mi się nie znudzi, albo wynajdę aktywność, która jeszcze skuteczniej zadba a moje zdrowie, poprawi moje osiągi i jakość życia.
Publikuję ten post wczesną wiosną, ale jeżeli najdzie Cię ochota spróbowania wspólnego morsowania z grupą to zachęcam Cię do śledzenia moich poczynań na social mediach i odezwania się w kolejnym rozpoczynającym się sezonie. Miejmy nadzieję, że warunki będą lepsze niż zeszłej zimy.
Dziękuję, że dotarłeś do tego miejsca, mam nadzieję że choć trochę naświetliłem Ci temat zimnych kąpieli poparte swoimi własnymi obserwacjami i odczuciami.